czwartek, 27 czerwca 2013

Powrót córki marnotrawnej - trochę prywaty, trochę zdjęć.

Słynna myślicielka Tygrys wypowiedziała ostatnio znamiennite słowa, które pozwolę sobie zacytować: 'W życiu każdego człowieka czasem przychodzi taki moment, że pojawiają się nowe lub inne priorytety.'

W moim życiu właśnie nadszedł ten moment. Otóż poszłam do pracy. Jestem kelnerką w Niemczech. Wydawać by się mogło, że kelnerowanie to fajny sport, przynajmniej ja tak myślałam i chyba nie muszę po raz kolejny mówić, że dałam się nabrać. Bynajmniej, wcale nie jest tak, jak sobie to kiedyś wyobrażałam. Nikt mnie tam nie bije i krzywdy nie robi, ale przysięgam, że TAKIEGO stresu w pracy nie przeżyłam jeszcze nigdy, jak żyję. Ja, która nigdy nie pracowała w tej branży, musiałam na bieżąco uczyć się wszystkich reguł i zwyczajów, a żeby nie było za łatwo, wszystko w języku niemieckim :D Jak nietrudno się domyślić, zaliczyłam rozbicie szklanek pod nogami gości, oblanie facecika piwem, pomylenie zamówień i wiele innych wtop z cyklu: 'Wpadki świeżo upieczonej kelnereczki'. Jestem tam już prawie miesiąc i powoli zaczynam się wyrabiać, ale dalej, jak widzę grupę powyżej 4 osób wchodzącą do restauracji, ciśnienie mi skacze i mam początki tachykardii. Bywają takie dni, że nie mam za dużo gości i w ciągu dnia w pracy nawet uda mi się coś zjeść, ale najczęściej jest tak, że nie mam na to czasu, bo właśnie niosę 5 talerzy na raz i jednocześnie skupiam się, żeby nie wyrżnąć orła na kocich łbach. W takie dni nawet nie nie myślę o jedzeniu, właśnie z powodu stresu, mega szybkiego tempa i presji; czasem uda mi się chwycić w locie jakiegoś jednego gotowanego ziemniaczka i wtedy w duchu się cieszę, że przeżyłam kolejny dzień i nie umarłam z głodu, hehe ;]

Ostatnio na blogu była mowa o South Beach, więc wypadałoby się wyspowiadać. Jeśli chodzi o przestrzeganie diety, to pierwszy tydzień przetrwałam, weszłam na wagę z ciekawości i ważyłam 2 kg więcej niż przed dietą, ale tylko się zaśmiałam. A drugi tydzień upłynął już pod znakiem diety 'Albo zjesz to jabłko albo umrzesz z głodu - wybieraj'. Więc w moim wykonaniu SB to była kompletna klapa i przyznaję się do tego bez bicia. Niemniej jednak na chwilę obecną straciłam ok. 4 kg. Jem niewiele, ćwiczę jeszcze mniej, ale powoli schodzę na ziemię i już dzisiaj, zaraz po tym jak skończę pisać tego posta, biorę się za trening. Zresztą... Przy tym co jadłam, jakikolwiek trening siłowy nie miałby najmniejszego sensu - nie miałabym siły, a nawet jakbym ją cudem znalazła, to czym bym te mięśnie nakarmiła? Jedyne co robiłam, to biegałam. Biegałam dużo i długo, pobiłam swoje rekordy i gdyby nie bieganie, to dostałabym świra. To była jedyna rzecz, która pomagała mi się odstresować. Z każdym krokiem po prostu czułam jak napięcie ze mnie schodzi i sądzę, że to mnie uratowało od wyjazdu na wakacje do domu bez klamek :) Więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Na koniec, w ramach miłego akcentu na dowidzenia trochę zdjęć:

Moje pierwsze latte :)

Rano, sprzed tygodnia, mina z cyklu 'dopiero wstałam'


Dostawa, żeby kucharz miał z czego tworzyć :)


Mój obiad - sałatka a la cesar.

Agnieszka w naturalnym środowisku :)


Edit: Wszystkim przypominam o moim fanpejdżu :)


Pozdrawiam!

15 komentarzy:

  1. Super wyglądasz, a co do diety SB to ona jest dziwna, też miałem podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja się tylko utwierdziłam w przekonaniu, że robię dobrze, nie będąc na żadnej diecie :)

      Usuń
  2. Masz świetny brzuszek :) zazdroszczę :)
    Bo mój to jest taki odstający na dole :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tez był, jeszcze miesiąc temu.

      Usuń
  3. sałatka a la cesar <3
    I masz świetną sylwetkę, szczególnie brzuch rewelacja, zazdroszczę! A pracę kelnerki zawsze lubiłam chociaż wolałam stać za barem

    OdpowiedzUsuń
  4. "słynna myślicielka" -> he he, ależ mi humor poprawiłaś, siedzę i szczerzę się do komputera :D

    Powodzenia w pracy i mniej stresu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :D A stresu juz coraz mniej na szczeście :D z wolnym czasem na blogowanie troche gorzej, ale powoli sie oragnizuję :D

      Usuń
  5. "Z cyklu dopiero co wstałam" a mimo to moje ciało wygląda wspaniale :)
    Kelnerki... ja im zawsze współczuję, i bardzo cenię te, które mimo styrania i zmęczenia potrafią się uśmiechnąć i zagaić. Ciężka to praca na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdecydowanie ciężka, ale daje rade ;]

      Usuń
  6. Nie ma dobrych diet, jest tylko właściwy sposób odżywiania!! Powodzenia w pracy, kelnerowanie to ciężka i często niewdzięczna robota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie każda praca, która wymaga bezpośrednieg kontaktu z ludźmi jest niewdzięczna ;]

      Usuń
  7. Super sylwetka:)

    Trzymam kciuki za Ciebie,żebyś już nic nie ''rozbiła'':D

    OdpowiedzUsuń
  8. ja jako kelnerka czułam się jak ryba w wodzie... nigdy nie myślałam, że taka praca może mi dać tyle satysfakcji... ale może to kwestia ogromnej przyjemności wyciąganej z pracy z ludzmi... gdzie zamieszkujesz, lub pracujesz w DE?

    Ola

    OdpowiedzUsuń