Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Mission impossible.


Ostatnio na wielu obserwowanych przeze mnie blogach widać posty inspiracyjne. Nic nowego, normalna rzecz. Wiadomo, że każdy ma jakąś inspirację i motywację w postaci zdjęcia jakiejś dziewczyny, której udało sie dużo schudnąć i przy okazji dorobiła się super sylwetki. Krótko mówiąc ostatnio na topie są historie pt: "Jak z 80 kilogramowej młodej orki przeistoczyłam się w 54 kilogramową modelkę fitness w 24 miesiące." Wiem, że to brzmi pięknie, ale moim zdaniem jest niemożliwe. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pomijam oczywiście wyjątki, które mają swojego trenera, kucharza i cały sztab psychofachowców odpowiedzialnych za motywację i samodyscyplinę na odpowiednim poziomie. Pomijam też aktorów, chociażby Gerarda Butlera, który przetransformował się z takiego flaka:



W takiego Adonisa:

Zmiana wielka. Trwało to bodajże trochę ponad rok, ale sam zainteresowany powiedział po filmie, że nie tknie nic co jest związane z siłownią jeszcze długo. Po prostu psychicznie nie wytrzymał tempa i tyle.

Co ja się tak czepiam tej psychiki, przecież tłuszcz jest fizyczny i jego pozbycie wymaga wysiłku fizycznego prawda? No niestety, te z Was, które już się wzięły za siebie, wiedzą, że jak głowa nam mówi, że jej się nie chce, to dupa to słyszy i jest poćwiczone wtedy... Dlatego nie wierzę w takie metamorfozy jak ta:

12 tygodni. Fakt, że po ciąży, ale jeśli wcześniej nie była fitnesską to NIE DA SIĘ!!

Rok czasu, też mało prawdopodobne.
Wiecie dlaczego? Nie dlatego, że jestem złośliwa i im zazdroszczę. Po prostu ze swojego doświadczenia i nie tylko, wiem, że osoby, które całe swoje życie miały gdzieś sport, żarły co popadnie i nie znały takiego pojęcia jak samodyscyplina i zapyerdol nie są w stanie uzyskać taiego efektu. Chyba, że to nie tylko jedzenie i trening sie do tego przyczyniły. Poza tym nie chodzi tylko o sadło, bardziej chodzi o zbudowanie masy mięśniowej, a że testosteron w nas nie buzuje, to potrzebujuemy więcej czasu i pracy. W realnym życiu, bez trenerów, dietetyków i innych cudawianek zazwyczaj wygląda to po prostu tak, jak ktoś się bardzo przykłada oczywiście:

Dodam, że ona nie była orką.
To, że jest to moja subiektywna opinia, jest chyba jasne. Nie chcę nikomu odbierać nadziei. I jesli ktoś się obraził, to i tak nie jest mi przykro. A tymczasem ide robić uda i pośladki, by już za pół roku zamienić się w Zuzkę, dałabym radę w 3 miesiące, ale nie chce przeginać.

Pozdrawiam!

czwartek, 9 maja 2013

Czuję miętę.... czyli pomysł na obiad.

Jako że dzisiaj wcześniej wstałam, miałam trochę więcej czasu. Z tej okazji skopałam w końcu mój kawałeczek ogródka i posiałam sobie buraczki na botwinkę, koperek, pietruszkę, seler naciowy i sałatę. Teraz czekam, aż wszystko wzejdzie. Jak już będzie się czym chwalić, wrzucę zdjęcie :) Póki co mam na lewej dłoni pęcherze od szpadla, poprawiłam odciski od hantli... Chociaż ćwiczę w rękawiczkach, odciski i tak się robią.
Tyle tytułem wstępu. Przejdę do konkretów i podzielę się z Wami banalnie prostym przepisem na orzeźwiający i lekki obiad - pierś z kurczaka w ziołach z dipem jogurtowym. Ja jestem fanką wszelkich połączeń kurczaka, jogurtu i mięty, więc dla mnie to uczta dla kubków smakowych. 

POTRZEBUJEMY:
  • pierś z kurczaka
  • mieszankę ziół prowansalskich
  • świeżą miętę (suszona też ujdzie, ale trzeba trochę więcej czasu, by dip się przegryzł)
  • szczypiorek
  • sól
  • pieprz
  • jogurt naturalny
  • czosnek

Mięso dokładnie płuczemy, osuszamy. Opruszamy solą i pieprzem, a potem nacieramy duuużą ilością ziół. Siekamy troszkę naszej mięty i nakładamy na filet, zawijamy w folię aluminiową i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy w ok. 190 stopniach, mniej więcej 30 minut, temperatura i czas zależą od piekarnika. 
Jogurt przelewamy do miseczki, wrzucamy posiekaną miętę i szczypiorek, czosnek, sól i pieprz. Mieszamy i gotowe. Ja to jadłam z kaszą gryczaną i surówką z marchewki i jabłka, ostatnio zażeram się marchewką, by się trochę 'opalić' :) Jak widać danie nie wymaga wielkich nakładów czasu ani wymyślnych składników, a jest przepyszne. I ładnie wygląda: 

Pozdrawiam i życzę smacznego!

Nowy trening - vol. 2 i kawałek dzisiejszego papu.

Po poniedziałkowym treningu znowu mam dziewicze zakwasy na klatce piersiowej, żebrach, pod pachami i troszkę na plecach, zapewne od kilku ostatnich pompek. Bicepsy dały mi wczoraj popalić, zawsze tak mama, że im większą grupę ćwiczę tym później zaczynają boleć mnie mieśnie. Pompa była jeszcze wczoraj, więc jest moc.  Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić drugą część mojego nowego treningu, mianowicie trening pleców i tricepsów.  Tak jak myślałam wersja pierwotna została zmodyfikowana - dzisiaj ćwiczyłam u A., więc miałam do dyspozycji większy ciężar niż w domu i, tak jak myślałam, spokojnie dałam radę podnieść więcej. Na szczęście w mojej kolekcji zagoszczą jutro dwa talerze po 5 kg, bo akurat o taki ciężar sie rozchodzi. Ale do rzeczy, oto dzisiejszy rozkład jazdy: 
  • rozgrzewka, tak jak ostatnio, ok. 5-7 minut.
  • wiosłowanie sztangielkami nachwytem
  • podciąganie sztangielki w opadzie
  • podciąganie na drążku podchwytem.
  • francuskie wyciskanie hantla na siedząco
  • triceps dips ( od drugiej serii z obciążeniem)
Na koniec 2 serie wąskich pompek, w pierwszej dałam radę zrobić cztery, w drugiej sześć po babsku. Jeśli chodzi o podciąganie, to dzisiaj całkiem nieźle mi poszło, ale podchwytem jest łatwiej, wiadomo. Pompki to była kropeczka nad i - miałam problem ze ściągnięciem bluzki, bo nie miałam mocy w rękach, plecy też konkretnie się zmęczyły, nadal je czuję swoją drogą. Przy czwartej serii (starałam się robić 12-10-8-6 powtórzeń, ale w moim przypadku są to wartości ruchome, zazwyczaj wychodzi +/- 1 powtórzenie) miałam tętno jak koń wyścigowy. Zdjęć dzisiaj nie ma, jak skończyłam, A. akurat spał, więc nie miałam serca go budzić. A po wszystkim tak wyglądał mój obiadek, zazwyczaj takie rzeczy właśnie jadam, lubię gotować, ale po treningu jestem głodna jak wilk i nie mam czasu na wyszukane potrawy, więc gotuję kurczaka, fasolkę (lub inne warzywka), torebkę kaszy i wsuwam. Na zdjęciu nie ma kaszy, bo nie zmieściła się na talerzu, żeby nie było, że boję się węgli.




Już mnie korci, by napisać, że split to był dobry wybór, ale poczekam jeszcze trochę, nie będę chwalić dnia przed zachodem słońca. Poprzedni FBW też zrobił robotę, moja siła się zwiększyła, nauczyłam sie jeszcze lepiej kontrolować konkretne ruchy, nauczyłam się nowych ćwiczeń i co najważniejsze - wydaje mi się, że na klacie i plecach przyrosło mi trochę mięsa. To pewnie tylko złudzenie, bo wcześniej trochę odpuszczałam plecy i trochę źle robiłam pompki, więc może nie udawało mi się tych mięśni używać jak należy i teraz pewnie są po prostu napuchnięte. Ten FBW, któryś z kolei, ale potraktowany najbardziej na poważnie to był bardzo dobry wstęp do tego, co robię teraz.  Właściwie powinnam napisać osobnego posta z podsumowaniem mojego FBW, ale już teraz po frytach, więc streściłam sie tutaj, dziękuję za uwagę ;]


Pozdrawiam!

poniedziałek, 6 maja 2013

Nowy trening - vol. 1 i zdjęcia poglądowe.

Cześć i czołem, wróciłam do żywych ze stanu zawieszenia w próżni. Od razu lepiej się czuję i odrobinę mniej myślę o tym, że już wkrótce czas na krótkie spodenki i strój kąpielowy ( Ach, jakie to babskie....). Obiecałam sobie, że dzisiaj zacznę nowy trening, tak też zrobiłam i rozpoczęłam splita, w domowych warunkach, ale jak na razie moje zaplecze sprzętowe wystarczy. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Ułożyłam sobie wstępny rozkład jazdy, ale tym razem wypiszę Wam to, co dzisiaj ćwiczyłam, to jest wersja beta i pewnie coś ulegnie zmianie. Poniedziałek upłynął mi pod znakiem klatki piersiowej i bicka. 
W takiej oto konfiguracji:
  • rozgrzewka - 5 minut na skakance, uginanie ramion z samą sztangą, trochę pompek.

  • pompki, rózne warianty do zmęczenia, nie liczyłam ile na serię.
  • rozpiętki
  • wyciskanie sztangielek 

  • uginanie ramion ze sztangielkami
  • uginanie ramion ze sztangielkami chwytem młotkowym   
 Na koniec zrobiłam jeszcze trochę pompek, ale niezbyt wiele, po prostu nie miałam siły ;] Ćwiczenia na klatkę piersiową robiłam w czterech seriach, na bicepsy w trzech, ponieważ zmęczyłam je wstępnie podczas rozpiętek. Cały trening trwał ok. 60 minut. Nie pamietam kiedy ostatni raz tak zmęczyłam klatkę piersiową i bicepsy. Klata mnie piekła, a ręce same unosiły sie do góry jak odkładałam hantle. Właśnie czegoś takiego się spodziewałam, zupełnie inne odczucia i nowy bodziec, więc mam nadzieję, że zobaczę efekty już wkrótce. Na chwilę obecną sądzę, że rezygnacja ze FBW to dobra decyzja, ale to był dopiero pierwszy trening i rzetelną opinię wygłoszę wszem i wobec pewnie po 2 tygodniach :) Nie będę na razie wypisywać obciążeń ani ilości powtórzeń, nie ma sensu na razie, bo to się też pewnie zmieni.           


Tak jak w tytule, dodaję zdjęcia, chciałam uchwycić te megapompę na klacie, niestety widać tylko bicka, wina aparatu. Brzuch nie ćwiczony jako tako, nie robiłam brzuszków, więc generalnie można powiedzieć, że jest na pół-luzie, jakby się ktoś pytał. Jeszcze duuuuużo pracy przede mną.




Pozdrawiam!

środa, 24 kwietnia 2013

Pull up - ćwiczene dobre na wszystko.

Pull up - czyli podciąganie na drążku to jedno z podstawowych, ogólnorozwojowych ćwiczeń z własnym obciążeniem. Angażuje bardzo dużo mięśni, co widać na załączonym poniżej obrazku:
Wszyscy wiemy jak ono wygląda, z boku wydaję się proste do wykonania, ja jak zwykle pomyślałam sobie, że na pewno, ze trzy razy się podciągnę, z palcem w zębach. Jakieś dwa tygodnie temu postanowiłam pobożne życzenie zamienić w czyn i dopadłam sie do trzepaka na podwórku u mojego A. Zakasałam rękawy i do dzieła, oczywiście musiałam stanąć na krześle, żeby w ogóle dosiegnąć drążka. Złapałam i z całych sił się 'podciągnęłam'.... Szczerze mówiąc nie spodziewałam się rozdzierającego bólu mięśni brzucha i pod pachami, nie wspominam już nawet o tym, że się nie podciągnęłam ani razu. No dobra. Może raz. Do połowy. Po tym wystąpieniu miałam tzw. 'dziewicze zakwasy' - pierwszy raz w danym miejscu na ciele. Trzymały się przez pięć dni, przez pierwsze dwa miałam problem z podstawowymi czynnościami angażującymi mięśnie brzucha, nie chcecie wiedzieć, z jakimi ;) 
Teraz wzięłam się na sposób i zamiast od razu z grubej rury się podciągać, uczę się opuszczać, bardzo powoli, kontrolując ruch. Parę takich prób zaowocowało jednym całym podciągnięciem, więc coś się dzieje, co bardzo mnie cieszy :) 

Jak mówiłam, przerobiłam trochę różnych programów, ale teraz postanowiłam popracować nad podstawami, jeżeli nie będę potrafiła zrobić kilkunastu pompek (już potrafię), kilku podciągnięć na drążku, pistolsów itp., to nie będe usatysfakcjonowana. Teraz na tapecie są właśnie pull ups, nie mam odpowiedniego sprzętu ani dostatecznie dużej siły póki co, ale kombinuję jak mogę. Poważnie zastanawiam się na nad nabyciem drążka, niekoniecznie drogą kupna. Do wyboru mamy trzy podstawowe rodzaje. Drążek rozporowy, czyli taki: 
źródło

W środku zamontowany jest taki gwint, rozkręcamy go, by dopasować do szerokości ościeżnicy i voila.
Drążki rozporowe to dobre rozwiązanie dla osób, które posiadają małe fundusze, niewiele miejsca i nie mają większych ambicji związanych z podciąganiem, ponieważ niezbyt wiele można na nim zdziałać na dłuższą metę.

Drugi rodzaj to drążki zawieszane na drabinki/futrynę/inne miejsce. Wygląda on tak i daje już większe pole do popisu, chociażby ze względu na więcej przestrzeni.


źródło

I nareszcie 3 opcja, cadillac wśród drążków. Właśnie o takim marzę i śnię, mam nadzieję, że kiedyś hajs będzie się zgadzał i sobie taki właśnie zafunduję:




Mając taki sprzęt mamy bardzo dużo możliwości, ale cena dla kogoś, kto aktualnie jest bezrobotny jest dość duża. W ostateczności mój tato zgodził się pospawać mi takie cudo, więc może już niedługo stanę się szczęśliwą posiadaczką :)

Na koniec mały żarcik sytuacyjny, między innymi dlatego nie chce drążka rozporowego ;]

źródło
I kilka motywujących filmików:






 No i moja faworytka:


Oczywiście prócz podstawowego podciągania można wyczyniać różne inne akrobacje, ale to już wyższa szkoła jazdy, ja często wracam do tego filmiku i z uśmiechem patrzę sobie jak bardzo gdzieś mają grawitację Ci panowie, swoją drogą fajny kanał mają:









W ogóle jest tu jakaś lady, która się podciąga? Ile razy dajecie radę?

P.S. Jak widzicie, zaczynam eksperymentować ze stroną wizualną. Czas na zmiany, pozytywne mam nadzieję.

Pozdrawiam!





piątek, 19 kwietnia 2013

Takie tam, słit focie :)

Cieszę się jak dziecko, bo oficjalnie zainaugurowałam swój sezon biegowy. W końcu moja ulubiona trasa jest 'czynna' - błoto wyschło i nie zgnoję butów. Tęskniłam za nią, o taaaak.... Po siłowym to straszna rzeźnia, bo to bardzo terenowa trasa, ale wrażenia są tego warte :) Pierwsza część biegnie przez las, jak widać na niżej załączonym obrazku:

W lesie jest łatwo :)

Potem zaczyna się wieś polska, góry i doliny, które widać na drugim planie.
Trochę się odzwyczaiłam od bardziej wymagających biegów, bo w zimie biegałam asfaltowymi, prostymi drogami, ale już prawie wracam do formy. W tej chwili jestem padnięta, głodna i nie mam weny, przyznaję się bez bicia. Niemniej jednak ja i moje krówki serdecznie Was pozdrawiamy :) Złapałam je na parapecie dzisiaj, swoją drogą często im się zdarza tak siedzieć :

Od lewej Kinia (mama), Synek, i Pitusia aka Pitus :)

Btw, też tak macie, że im bliżej sezonu plażowego tym częściej dopada Was Słodyczowy Głód? :D Ja na razie dzielnie się opieram, obym wytrwała, bo Magnum w czekoladzie już prawie śni mi się w nocy hehe ;)


Skoro już tak wrzucam te zdjęcia, to jeszcze Wam pokażę mój pro-sprzęt, tak wygląda hantelek domowej roboty, uroczy, co nie? :D Dobrze, że paznokcie chociaż tym razem zrobione jak należy. Niech moc będzie z Wami! I wybaczcie ten najbardziej nieskładny tekst, jaki kiedykolwiek napisałam.



Pozdrawiam!

niedziela, 14 kwietnia 2013

Mój trening siłowy.

Tym razem odgapiam - dziewczyny (  Tygrysek i Fitblogerka ) napisały na swoich blogach o treningu siłowym, jaki wykonują, więc ja też pójdę za ciosem i podzielę się z Wami moim planem treningowym. Nie jest on bardzo rozbudowany, nie mam innego treningu na każdy dzień, za każdym razem robię to samo, ale mi się nie nudzi i sprawia przyjemność :) Geneza tego planu jest mało skomplikowana, jak zaczynałam ćwiczyć, chłopak doradził mi wybranie planu ze strony Scoobiego ( niestety już nie ma tego zestawu albo ja jestem ślepa ). Obecnie robię dokładnie to samo, jednak dołożyłam sobie po jednym ćwiczeniu na partie mięśni, na których mi zależy. Jest to FBW czyli trening całego ciała, trwa ok. 40 minut. Zaczynam od największej partii mięśni i kończę na najmniejszej czyli normalka. Pierwsza seria z hantlami, reszta ze sztangą i hantlami. A oto rozpiska: 


1. Przysiad ze sztangą barkach -     1 seria - 2 x 13 kg/ 2 s. 33 kg/ 3 s. 35 kg
2. Lunges -   jak wyżej.
3. Podciąganie sztangielki w opadzie - 1s. 2 x 10 kg/ 2 x 13 kg/ 31 kg
4. Wiosłowanie nachwytem - 1s. 2 x 10 kg/ 28 kg/ 31 kg 
4a. Martwy ciąg na ugietych nogach - ciężar jak wyżej.
5. Pompki męskie - tutaj robię ile fabryka dała, staram się robić pompki powoli i kontrolować ruch, więc zazwyczaj wychodzi - 1s. 10-11, 2s. 8-9, 3s. 5-7.
6. Rozpiętki z hantlami - 1s. 2 x 10 kg, 2s. 2 x 12 kg, 3s. 2 x 13 kg.
6a.. Jeśli podczas rozpięteke nie czuję, że sobie dowaliłam, parę razy wyciskam hantle z tym samym ciężarem w superserii z rozpiętakmi.
7. Killer abs workout, moje ulubione.
8. Triceps dips, najpierw na sucho, potem kładę na nogach 2,5 kg i 5 kg w 3 serii.
8a. Jeśli mi mało, a zazwyczaj tak, to dokładałam francuskie wyciskanie, ale w tym wypadku ciężar jest ruchomy i zależny od zmęczenia mięśni.
9.Uginanie ramion - 1s. 10 kg/ 2s. 12 kg/ 3s. 12 kg z supinacją nadgartska, gwóźdź do trumny ;]
10. Wyciskanie nad głową - 1 s. 2 x 8 kg/ 2s. 2 x 10 kg/ 3s. 2 x 10 kg.

Jak widać, nie ma ćwiczeń na łydki, mam zamiar dorzucić, ale na razie tego nie robiłam, więc nie będę uwzględniać.


Nie wypisałam, ile robię powtórzeń, bo robię, ile dam radę, zazwyczaj nie przekraczam 11, wymaga to ode mnie bardzo wiele wysiłku. Po drugiej serii przysiadów i wykroków serce wali mi jak po sprincie i się trzęsę, ale kocham to uczucie :D Trzy takie rundy i nie wiem, którędy na górę. Po każdym siłowym ( poniedziałek, środa, piątek ) biegam, w tzw. dni nietreningowe też biegam albo robię jakieś inne aeroby lub Zuzkę. Za jakieś 3 tygodnie prawdopodobnie zabraknie mi ciężarów, biorąc pod uwagę progres z obciążeniem - czuję, że na bicka i do podciągania w opadzie mogłabym spokojnie dorzucić ze 2 kg, jeśli nie więcej. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to trening idealny i na pewno pogwałciłam milion zasad, do których należy się stosować przy układaniu go, ale ja sobie nie zrobiłam krzywdy. Poza tym nikomu nie karzę z niego korzystać.

Mówi się, że trening na redukcję to mały ciężar i dużo powtórzeń. Robiłam tak i nic z tego nie miałam. Robiłam mnóstwo różnych treningów, które 'działają cuda' - nie kwestionuję tego, jednak na mnie nie zadziałało aż tak bardzo, jakbym chciała. Nie tak jak w ciągu niecałych dwóch miesięcy, a właściwie 5 tygodni, ten trening siłowy. Znowu musicie mi uwierzyć na słowo, bo nadal nie mam mozliwości zrobienia porządnych zdjęć, jednak jestem coraz bliżej i może już niedługo moje wyniki ujrzą światło dzienne :) Ja widzę zmiany, mój chłopak też i teraz wiem na pewno, że targanie złomu to moja dyscyplina. 

Źródło



Pozdrawiam!


czwartek, 11 kwietnia 2013

Nie daj się zwariować!

 Jak utrzymać dietę, realizować plan treningowy, nie popaść w paranoję i nie zadręczyć znajomych?
Ja na początku byłam wręcz nieznośna, bo istniał dla mnie tylko jeden temat i na palcach jednej ręki mogłabym wyliczyć osoby, które były na tyle odważne, żeby się w ogóle wdawać w jakąkolwiek dyskusję ze mną ;] Potem ochłonęłam, ale w głowie i tak miałam tylko jedno. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że zaczynam świrować i staje się to moją obsesją, co mnie zresztą nie dziwi, bo jak wspominałam, moje drugie imię to kompuls i zawsze strasznie sie na wszystko podpalam.  

 Wiem, że na początku ciężko podchodzić do takich zagadnień jak dieta i ćwiczenia z dystansem, bo dla wielu osób oznacza to zmianę swojego trybu życia o 180 stopni, co wymaga poświęceń na różnych frontach i często to nie brak motywacji jest problemem tylko brak sprzyjającyh okoliczności, ale to tylko mała dygresja. Każdy, kto zaczyna nowy etap w swoim życiu, jakim jest bycie fit, na początku czuje się mniej więcej tak: 


Nagle takiej osobie zwala się na głowę milion pięćset złotych rad - z internetu i zasłyszanych to tu, to tam (OMG, OMG, kto ma rację?!)- które nie zawsze są takie złote, na jakie wyglądają. Nie raz, nie dwa przekonałam się, że słuchanie tego ('nie ćwicz z tymi 1 kg hantlami, bo będziesz miała łapy, jak Pudzian') nie ma sensu, bo tylko wpędza nas w tę chorą gonitwę. Powiecie zapewne, że łatwo mi mówić, bo mam już 3 letni staż, ale to wcale nie jest dużo, jestem wręcz raczkująca i dopiero teraz, po wielu próbach i błędach, zaczynam dochodzić do tego, o co w tym wszystkim chodzi. Oczywiście i tak wyszło na to, że mój chłopak miał rację, ale ja chciałam popróbować różnych rzeczy, ot ludzka natura. Popróbowałam i okazało się, że tak naprawdę nic wielkiego na tym nie zyskałam, a tylko straciłam czas, bo po powrocie do treningu siłowego w ciagu trzech tygodni zauważyłam takie zmiany, że aż nie chce mi się wierzyć, ale o tym w innym poście.

 Przede wszystkim jeśli już zabierasz się za uczynienie swojego życia ( i ciała) lepszym i szukasz pomocy w internecie, to radzę skorzystać ze stron i for (podobno 'forów' też jest dopsz), na których wypowiadają się osoby mające pojęcie na ten temat, a nie takie którym się wydaje, że je mają. Jak zatem to rozróżnić? Prosta sprawa, wystarczy rzucić okiem na kilka postów lub zakładek - jeśli zobaczysz gdzieś chociaż wzmiankę o odchudzaniu na diecie 1000 kcal lub o robieniu 500 brzuszków, to bierz nogi za pas i szukaj gdzie indziej. Strony internetowe o wysokiej wartości merytorycznej, na które ja zaglądam to między innymi http://www.kulturystyka.pl, http://www.sfd.pl i http://www.potreningu.pl. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że dwie pierwsze są skierowane głównie do mężczyzn, ale na przykład na sfd.pl jest cały dział poświęcony kobietom, które ćwiczą i jedzą na poważnie. Opracuj na początek jeden nieskomplikowany trening - żeby się nie zniechęcić - i trzymaj się go mocno. Nie kombinuj i nie miksuj 5 różnych programów, bo więcej często nie znaczy lepiej. Jeśli nie potrafisz ułożyć swojego pierwszego treningu, poproś o radę dziewczyny z sfd, wystarczy założyć swój wątek i wypełnić ankietę, a wszystko dostaniesz na tacy. Nie bój się ćwiczyć siłowo, a gdy już zaczniesz, dawaj z siebie 110%, bardzo szybko zgodzisz się ze mną, że warto.  

Co do diety, zasada jest taka sama - korzystaj z pomocy osób, które mają na ten temat pojęcie, uzyskane informacje przepuszczaj przez gęste sito i wybieraj tylko to, co jest wartościowe. Jedz czysto i przetłumacz sobie, że jesz po to, by żyć, a nie żyjesz, by jeść. Jedzenie to przede wszytskim paliwo dla naszego organizmu. Nie mówię, że masz jeść samą kaszę i popijać ją surowym jajkiem, ale skup się na tym, by dostarczać swojemu ciału niezbędnych składników w odpowiednich ilościach i wszystko będzie w porządku. Po czasie dojdziesz do takiej wprawy, że jedzenie będzie dobre i dla ciała i kubków smakowych ;) Świetnym przykładem jest Fitblogerka (to tylko część jej możliwości kulinarnych ;), która tworzy takie pyszności, że mogłabym się z nią ożenić ;p Pamiętaj, że im krótszy skład na opakowaniu danego produktu, tym jest on dla Ciebie lepszy.  
  Strasznie wkurza mnie ta otoczka zbudowana wokół bycia fit, wg mnie to powinno być miłe doświadczenie, coś co sprawia nam przyjemność, a tymczasem wszystkie kampanie i reklamy osławionych środków na odchudzanie oraz cudownych terapii spalających 1 kg tłuszczu tygodniowo zaczynają się od słów: 'Masz dość ciągłej męczarni związanej z dietą i ćwiczeniami...?'. Wcale się nie dziwię, że zaczynamy traktować to jak coś niemiłego, gdy ciągle to słyszymy. I po raz kolejny powtórzę, że cierpliwość i czas to najlepsze suplementy. Po namyśle mogę do tego dorzucić jeszcze uczciwość wobec siebie, bo bez tego ani rusz.
I najważniejsze! Dbaj o siebie, nie tylko pod względem fizycznym, nie zadręczaj się ciągłym roztrząsaniem rzeczy, na które nie masz wpływu, a diety i treningu nie traktuj jak przykrego obowiązku. Rób to, co do Ciebie należy, a reszta niech się po prostu dzieje. Myśl o sobie pozytywnie, wyobrażaj sobie swój cel i wierz w to, że go osiągniesz, a nie miej na to nadzieję.

To chyba byłoby na tyle, dziękuję za uwagę :)

P.S. Od tygodnia mam bardzo ograniczony dostęp do internetu i to się w najbliższym czasie nie zmieni, dlatego zamilkłam. W miarę możliwości będę starała się jednak coś pisać :)

Pozdrawiam!