poniedziałek, 9 września 2013

Intermittent Fasting - moje wrażenia.

Powiem od razu, że przeklinam IF. Wpakowałam się w liczenie na własne życzenie i teraz muszę to pociągnąć, żeby być chociaz trochę konsekwentna. Jeśli chcecie przestrzegać diety, to bardzo rzadko 'zjecie co chcecie', bo na przykład jak macie ochotę na barszcz czerwony, który zrobiła Wasza mama, to na ochocie się kończy. Dlaczego? Otóż, nie jesteście w stanie policzyć makroskładników. Moim zdaniem motto IF powinno brzmieć JEDZ TO, CO MOŻESZ POLICZYĆ. Niestety muszę unikać wielu rzeczy, które wcześniej jadłam właśnie ze względu na to, że są niepoliczalne. Ostatnio zrobiłam leczo, każdy składnik dokładnie zważyłam, policzyłam makro. A potem sobie pomyślałam, że przecież nie jestem w stanie policzyć, ile gramów kurczaka trafiło się w mojej porcji, a chodzi o liczenie co do grama, ręce mi opadły...

Wróciłam do korzeni, czyli diety koksa. Ryż, kurczak, omlety z białek i tuńczyk będą mi się śnić w nocy. Chyba nietrudno się domyślić, że nie tryskam entuzjazmem. Chwilowo nie mogę ćwiczyć, z powodu kontuzji pleców, o której pisałam na fanpejdżu. Jest coraz lepiej, ale wolę nie ryzykować, żeby znowu nie nabawić się jakiejś buby. Chociaż powiem szczerze, że zaczynam dostawać świra i najchętniej już wzięłabym hantle i pomachała. 

Na dowód mojej frustracji dodaję zdjęcie. Zwróćcie uwagę, że to są w sumie trzy posiłki, na razie zjadłam dwa, a tam już tyyyyyle tłuszczu. Jeśli mam się sugerować moim zapotrzebowaniem na redukcji, zostały mi 3 gramy tłuszczu, żeby nie przekroczyć limitu. Reszty makro na pewno nie przekroczę, białka pewnie będzie za mało... No ręce mi opadają... Jak żyć ja się pytam, jak żyć?!


Już zaczynam tęsknić za moim dawnym sposobem odżywiania, ale niestety nie działał tak, jakbym chciała. Teraz mam jasność, ile czego jem i mogę korygować na bieżąco swoje błędy. Póki co na wadze trochę mniej, ale pewnie dlatego, że jak zaczynałam, byłam przed okresem i czułam się wyjątkowo spuchnięta, więc też nie chcę się tym sugerować. Nietrudno zauważyć, że nie tryskam entuzjazmem. Trzymajcie za mnie kciuki!


Pozdrawiam!

15 komentarzy:

  1. Naprawdę trudna dieta. W sumie żadna zdrowa dieta nie jest łatwa,ale jeśli będziesz się jej trzymać to przyniesie efekty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę w to, dlatego jeszcze wytrzymuję :D

      Usuń
  2. jesz tylko 1210 kcal dziennie? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady.... Mam do dyspozycji 1630 kcal. W poprzednim poście jest wszystko napisane. O kalorie się nie martwię absolutnie, najgorzej jest z tłuszczem. Poza tym wyżej także napisalam, że to dopiero 3 posiłki, a nie wszystkie które zjadam w ciągu dnia :)

      Usuń
    2. spoko, chyba przeoczyłam :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki:-)
    Nie lepiej jest jeść to co się chce w małych porcjach często- stosując się do zasady smacznie i zdrowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że lepiej, ale miałam zastój. Wyobraź sobie, że przez ponad trzy lata praktycznie ciągle jesteś na minusie energetycznym, czyli się odchudzasz jakby nie patrzeć... :) Musiałam coś zmienić, na krótko, bo masa nadciąga wielkimi krokami, ale wrócę do If na następnej redukcji.

      Usuń
  4. A nie lepiej trzymac sie tylko limitu kalorycznego? Ja tez jestem na IF, ale nie bawie sie w liczenie makro, bo bym chyba zwariowala. O ile jesz zdrowo i pilnujesz okna (u mnie 18h postu i 6-godzinne okno weglowodanowe), to nie trzeba bawic sie w przeliczanie kazdego grama wegli czy bialka. Dodam tez, ze moje okno ustawilam na wieczor (18 do polnocy) i mimo, ze jem na noc ok. 1600-1800 kcal, to wciaz chudne.
    Przez pierwsze kilka dni religijnie liczylam rozklad makro, ale ciagle przekraczalam moje zapotrzebowanie na tluszcz, wiec przestalam liczyc, zeby sie nie denerwowac :D Long story short, 2 tydzien za mna i 2 kg do tylu. Poza tym, nie musze jesc co 3-4 h, co jest bardzo komfortowe i pozwala na zajecie sie wazniejszymi sprawami, niz planowanie kolejnego posilku. Pozdrawiam i zycze samozaparcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, pewnie za kilka dni dojde tego samego wniosku co ty :) Bo makro spędzają mi sen z powiek.

      Usuń
    2. @Roodah ja też stosuję IF i robię dokładnie tak jak imguiltyascharged. Nie liczę makro, a jedynie kalorie i w dalszym ciągu widzę efekty. Staram się jedynie ograniczać tłuszcze w miarę moich możliwości. Szczerze, to nie byłabym w stanie za każdym razem przeliczać ile czego zjadłam bo po kilku dniach bym zrezygnowała.

      Usuń
    3. To i tak jestem niezła, bo ja wszystko ważę i powoli czuję jak dostaję szału :D Mam wrażenie, że mnie to przerasta. A najgorsze jest właśnie to, że nie moge na razie ćwiczyć, u mnie jest tak, że trening zawsze idzie w parze z jedzeniem, jedno nie działa bez drugiego, więc możesz sobie tylko wyobrazić, jak się męczę ;)

      Usuń
  5. w IF wcale nie trzeba liczyc co do 1 grama-zwolennicy leangains sa za teoria jedzenia zdrowo,odzywczo i bez liczenia.dla mnie to vjakies chore nieporozumienie,ludzie oddadza wszystko by tylko "jesc co chca"-na blogu tlustezycie mozesz przeczytac dlaczego w dalszej perspektywie mikro jest wazaniejsze niz makro.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że opcja if, którą prezentują koleżanki do góry- jest bardzo dobra.
    Bo takie obsesyjne liczenie makro- mnie również wykończyłoby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, coraz bardziej mnie przekonujecie.... :D

      Usuń
  7. Trzymam mocno kciuki, powodzenia ! :)
    PS: Zapraszam na mojego bloga, który ukazuje moją przemianę (-25kg)
    Pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń