środa, 6 listopada 2013

Dupa sama się nie zrobi bez diety...

... więc dzisiaj pogadamy o jedzeniu. Jak wiecie, sukces każdej walki o sylwetkę w dużej mierze zależy od sposobu, w jaki będziemy się odżywiać. Wielu osobom wydaje się, że mogą jeść co chcą, wystarczy potem pożiwczyć i można mieć czyste sumienie i six packa za pół roku ;] My z Fitblogerką wiemy, że jest to trochę bardziej skomplikowane, więc oprócz uczciwie przeprowadzanych treningów (o których już wkrótce), będziemy również dbać o to, co jemy. Wspominałam już, że nie przechodzę w zwązku z tym na ascetyczny tryb życia.

Moja dieta, a raczej sposób odżywiania to w dalszym ciągu Intermittent Fasting. Znowu trochę się pozmieniało w tej kwestii, ale dzisiaj wypiszę tylko najistotniejsze rzeczy. Mianowicie, kaloryczność nadal wynosi 1700 kalorii, w porywach zdarza się 1800. Moje okno żywieniowe teraz zaczyna się o 15:00, a kończy o 21:00. Mimo, że hasło przewodnie IF brzmi "Jedz co chcesz, wyglądaj jak chcesz", ja nie interpretuję tego w taki sposób, że mogę jeść śmieci, byleby makro się zgadzało. Nie po to tak długo pracowałam na przyzwyczajenie sie do wartościowego jedzenia, by teraz to wszystko zaprzepaścić, więc jadam te same rzeczy co wcześniej. Jeśli chodzi o makro, na pewno staram się jeść 120g białka. Z węglami bywa naprawdę różnie, z tłuszczem tak samo. Ja nie liczę wszystkiego skrupulatnie co do grama, więc nie będę nikogo oszukiwać i mówić, że tak jest. Nie szykuję się do zawodów sylwetkowych, więc moge sobie pozwolić na lekkie przymrużenie oka. Prócz wyrzucenia nabiału (zobaczymy jak z tym będzie na dłuższą metę...) i kaszy gryczanej z diety, nie wprowadzałam żadnych ograniczeń żywieniowych. Łatwiej będzie mi więc wymienić, to czego nie jem w ogóle, ponieważ tych produktów jest mniej: avokado, kasza gryczana, nabiał. Podczas akcji bedę w miarę możliwości unikać białego pieczywa oraz produktów z białej mąki, 'w miarę możliwości' oznacza, że jak nie będę miała do wyboru niczego innego do zjedzenia, to zjem naleśnika lub pierogi, żeby nie głodować.

Przejdźmy to tak zwanych cheatów, czyli małych i dużych grzeszków, które wszyscy uwielbiamy. W teorii mogłabym jeść, na co mam ochotę, jeśli mieści się to w moim zapotrzebowaniu, ale nie chcę. Założenie jest takie, że każda z nas może sobie pozwolić raz w tygodniu na cheatowe święto, tak jak w wypadku Fitblogerki, u mnie też może to być albo impreza z alkoholem (wcześniej pisałam o ascezie ;) ) albo wielka wyżerka na imprezie z alkoholem, jako duży cheat liczy się także pizza (lub inny fast food) oraz wszystko, co nie jest tzw. 'czystym jedzeniem', chociaż ostatnio nie przepadam za bardzo za tym określniem... Do małych grzeszków zaliczam na przykład piwo, kieliszek wina, drinka (ale tylko jednego!) batonika lub inne słodkości, jednak wszystkie wynalazki ze słodzikiem nie są zakazane, tak samo jak oklepana już Cola Zero, na którą od rozpoczęcia IF pozwoliłam sobie może dwa razy, czyli tak samo jak przed IF. Małe grzeszki mogą zdarzyć się maksymalnie dwa razy w tygodniu, ale wolałabym uniknąć doprowadzenia do czekania z utęsknieniem na słodkości, więc wstępnie wmawiam sobie, że słodycze po prostu nie istnieją. Generalnie, cukier to zło, słodzik to mniejsze zło.

Z każdego cheata będziemy się grzecznie spowiadać w podsumowaniach, które prawdopodobnie będą pojawiać się co tydzień, jednak nie jednocześnie na naszych blogach. Sprawozdania będą obejmować również treningi i grzeszki treningowe z cyklu 'nie ćwiczyłam, bo wylądowało UFO'.



Mam nadzieję, że wytrwam w tych wszystkich postanowieniach, ponieważ domyślam się, że w praktyce będzie trochę trudno. Na szczęście MOGĘ TYLE, ILE CHCĘ :)

15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Małe grzeszki są dobre, dopóki nie zmieniają się w duże grzechy ;)

      Usuń
  2. Bez diety nie ma sylwety :) Chociaż tak jak piszesz cheat meal od czasu do czasu nie za szkodzi, oczywiście z umiarem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden trening i tydzień diety nie spowoduje, że nagle osiągniemy super sylwetki, a idąc tym tropem - jeden cheat na jakiś czas też tej sylwetki nie zrujnuje :) no i hasło na początku fajne, zapamietam sobie ;)

      Usuń
  3. Ja też nie liczę wszystkiego skrupulatnie, źle by to się skończyło dla mnie. Ze słodyczami nie mam problemu, ze słodkimi napojami też nie, bo chyba od dwóch lat już pijam tylko wodę. Ale z ćwiczeniami ostatnio coraz ciężej, boże, czy tylko ja padam na pysk po pracy?! :D Nie ma co narzekać.. nie chcę płaskodupia i sflaczałego brzuszyska zatem trzeba walczyć o siebie! ;)
    Zawsze świetnie mnie motywujesz i uwielbiam Twój stosunek do zdrowego sportu i żarcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie że skrupulatnym liczeniem jest tak, że im bardziej się staram i próbuje podporządkować tym jest gorzej i nic nie wychodzi, tak jak bym chciała ;)

      Usuń
  4. Tak naprawdę, to organizujemy konkurs na najdziwniejszą dietę a nie na sylwetkę, haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Nie no, to na razie wygrywasz ;D

      Usuń
  5. Dlaczego odstawiłaś kaszę gryczaną i avokado?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo planuję przejść na dietę zgodną z grupą krwi, a te produkty jest mi teraz najłatwiej wyeliminować. Po kaszy mój brzuch nie czuję się ani nie wygląda najlepiej. A avokado rzadko mam okazje w ogóle kupić, więc też nie będzie mi żal.

      Usuń
  6. Fajnie opisane cheaty, jasno i klarownie :) U mnie właśnie najbardziej przeszkadza "wielka wyżerka na imprezie z alkoholem" żeby zrzucić wagę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to chyba czesto musisz bywać na takowych ;) Bo raz na tydzień lub dwa nie zaszkodzi :)

      Usuń
  7. Jak Cię tak podczytuję, to żal mi się robi siebie samej, bo ostatnio raczej nie dojadam, szczególnie, że dwa dni w tygodniu jestem poza domem ponad 10 h. I zdarza się tak, że nie zaplanuję zakupów, otwieram rano lodówkę, a w niej tylko jajka... Ech, co to się porobiło :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem niedojadania znam bardzo dobrze. Zdarza mi się zawsze, kiedy mam dużo na głowie, załatwiam milion spraw poza domem... Wtedy po prosty wyłącza mi się funkcja głodu. Jak wrócę, jest już późno i zwyczajnie nie daje rady zjeść tyle, ile powinnam, bo mam na to za mało czasu.

      Usuń